www.Rejtan.EU

Jakby nie patrzeć, to przez tą całą "transformacje" staliśmy się krajem kolonialnym. Ba, nawet gorzej.
 
Indianie wymieniali złoto, drogie przyprawy czy inne "dobra" na lusterka i szklane świecidełka - nie znane w Ich kulturze. W Polsce nawet świecidełka są droższe (patrz porównania cen w popularnych sieciach). Droższe jest też paliwo (dla porównania, zapraszam na Clevertanken.de, i porównanie ceny paliwa w Polsce oraz Niemczech). Kiedyś byliśmy niemalże samowystarczalni w każdej dziedzinie. Od śrubki po jakieś elektroniki, a na lokomotywach, tramwajach i statkach kończąc. Jedyne czego nie robiliśmy to bomb jądrowych (choć z naszego kraju wyeksportowano tysiące ton rud uranu) oraz statków kosmicznych. Jakie te były takie były. Ale gdyby nie socjalistyczne łby dziś może jeździlibyśmy Syreną Sport 4 generacji. Czy też Tarpanem IV. Albo innym Roverem (tu wchodzę w teorię spiskowe, choć pewne przesłanki ku temu są, patrz: <link>) A na ścianie wisiałby "Elemis". Tak, to prawda. Nasze prototypy wyprzedzały epokę. Zastosowania konstrukcyjne w Lublinie były jakieś 10 lat przed Europą. Tyle, że badania i utarczki w KC PZPR trwały ze 20 lat, Lublina zaczęto produkować finalnie w 1993, więc ostatecznie konstrukcja była 10 lat do tyłu. Bo o następcy Nysy i Żuka mówiono już pod koniec lat 70 XX wieku. Gdzie dziś spotkamy Stara, Jelcza, Autosana czy też Poloneza, Ogara lub Beskida?
 
Można mieć różne "mokre sny o potędze Polski", gdyby w pewnym momencie przyjęto młodego akwarelistę do Akademii w Wiedniu, czy też komunizm nie chciał robić kolejnych eskapad na zachód, a II Wojna Światowa nigdy nie miałaby miejsca. Lub też zachód nas nie wydymał po II wojnie i nie oddał w ręce Wujka Stalina. Wszystko to jednak są mokre sny niespełnionych marzycieli, które niech snami pozostaną.
 
Rozumiesz, że jesteśmy w takiej dupie, że nawet nie mamy już "naszego motocykla" czy chociażby roweru lub motoroweru. A tych produkowaliśmy w roku 1980 odpowiednio 1.130.000 rowerów i 126.000 motorowerów. Tzn, tyle produkowała fabryka Romet. Co więcej, jeżeli ktoś przykładał się choć trochę do ich konserwacji, rzeczy te działają do dziś.  Wymordowano przez 30 lat cały przemysł, a działające do dziś Diory trzymają cenę na zagranicznych rynkach. Można powiedzieć, że to, za co dziś audiofil z USA płaci sporo dolarów każdy miał kiedyś w domu. I nawet o tym nie wiedział.
 
Gwoździem do trumny jest bankructwo zakładów w Czechowicach. Można by rzec, że to jest symboliczny koniec tzw "transformacji ustrojowej" w Polsce, czy jakby rzec inaczej - dorżnięcie resztek przemysłu. Przemysłu, który przetrwał 100 lat w tym konkretnym przypadku.
 
Za szklane paciorki. Dla nielicznych.
 
Indianie, gdy zobaczyli że są robieni w wała rozpoczęli wojnę, tyle że wtedy "Białych Twarzy" było już za dużo. My nawet nie potrafiliśmy utrzymać fabryki zapałek. I tysięcy innych. Ale tam Wódz prowadził wojowników na "blade twarze"; u nas "członek wysunięty z ramienia na czoło" przytulał worki z "paciorkami".
 
Czy zatem grozi nam spędzić ostatnie dni w rezerwatach? My już mieszkamy w skansenie, ciesząc się tym, że ktoś pozwoli nam wybudować autostradę. A i tu pojawiają się głosy, że autostrady to zło, że niepotrzebne. Po co budować autostrady z prawdziwego zdarzenia, jakieś 3 czy 4 pasy, skoro dziś przeskokiem cywilizacyjnym jest wjazd na drogę z dwoma pasami w jednym kierunku. I to nam wystarczy.
 
Serio? Kraj, który leży na głównym szlaku wschód-zachód oraz północ-południe nie potrafił przez 30 lat wykorzystać nawet tego asa w rękawie. Niemcy koszą olbrzymi hajs na samych opłatach od ciężarówek przewalających się setkami tysięcy przez ich kraj. Ba, nawet taka mała Austria. Czaisz? Austria. Góry, trochę rzek, trochę pagórków. Za każdy kilometr ciężarówki płacą olbrzymie pieniądze. Dla przykładu: przejazd przez Austrię od granicy z Czechami czy Słowacją do granicy z Włochami (Großkrut/Arnoldstein) dla pojazdu Euro VI to koszt ~220 euro. W jedną stronę. 440 km. Około 900 PLN. Za jedną ciężarówkę. Za podobny dystans (granica w Jędrzychowicach/Zgorzelcu do Dębicy - 530 km z czego 460 km objętych jest opłatą ViaToll) Przewoźnik zapłaci (uwaga!) 126 złotych. 6 razy taniej). A docelowo, nasi przewoźnicy odprowadzają co roku podatek od każdego posiadanego środku transportu plus inne opłaty "dodatkowe". W niemałych kwotach.
Dla tych którzy chcą sprawdzić fakty co do stawek podsyłam linki do sprawdzania cen za przejazd w Austrii oraz w Polsce, dla poszczególnych klas pojazdów.
 
Teraz próbuje się robić drogę północ - południe. Czy to się uda? Śmiem wątpić, że wyjdzie to w dekadzie 2020-2030, ponieważ zachodowi nie jest na rękę, aby transport z północy na południe nie szedł przez ich tereny. Zresztą, gdyby ode mnie cokolwiek zależało, w pierwszej kolejności zacząłbym budować autostrady o minimum 3 pasach między obecnymi miastami wojewódzkimi oraz ekspresówki i dwóch pasach umożliwiające dojazd do "dawnych" województw, oraz tworzył przy węzłach specjalne strefy ekonomiczne na których powstawałyby magazyny oraz bezpieczne parkingi. Podniósł ceny przejazdu na tych naszych autostradach do cen zbliżonych do Europejskich. Plus, coroczna winieta dla pojazdów o DMC powyżej 3.5t. Dzięki temu, w ciągu kilku lat ruszyłby gospodarka i to ostro. I to nie tylko na transporcie. A Polska jako kraj "zarabiałaby" na opłatach za autostrady, paliwie (akcyza na nie ostro w dół i zasada, że przy autostradzie taniej jak w mieście). Oraz na usługach związanych z transportem (parkingi, gastronomia, serwis, etc). Tak, aby opłacało się Ukraińcom i Białorusinom tankować w Polsce.
 
No, ale przecież dziś ważniejsze dla niektórych nie jest to, czy Polska będzie się rozwijała, a ile pieniędzy da się przytulić na tym, co jeszcze zostało. A jak nie ma już czego sprzedać, to na tym, co sobie wymyślimy.  Bo dziś, zamiast zakutych łbów w Moskwie mamy tępe łby w Brukseli. I dużo więcej we własnym kraju.