www.Rejtan.EU

Jestem "rocznik" 1980. I Komunię miałem w parafialnej kaplicy, wraz z trzema innymi klasami. Pod koniec maja, ponieważ chodziłem do klasy "G" (a jeszcze było dwie klasy poza moją). W każdej klasie po 30 dzieci, więc samych "pierwszokomunistów" było coś koło setki. Choć przyznam się szczerze, że do końca nie pamiętam, czy była jedna, dwie, czy trzy tury. Jeżeli było dwie to dzieciaków było 4 klasy, więc 120 urwisów (Bombelki dopiero były w planach). A kaplica była gdzieś na 7m szeroka i ze 30 długa. Z małymi oknami gdzieś u góry, a mój "termin" był pod koniec maja. Choć szczegóły pamiętam jak przez mgłę.

Ale nie o tym mowa..

Obecna sytuacja związana z tzw. "pandemią" wymusiła przesunięcie uroczystości I komunii na inne terminy. Otworzyło to kilka furtek i zastopowało patologię, z którą mieliśmy styczność od wielu lat. Uroczystość przyjęcia do serca przez dziecko Pana Jezusa przestała być czymś "intymnym", "prywatnym" a zamieniła się w swoisty festiwal próżności.

Wspomniana przeze mnie I Komunia miała miejsce w roku 1989, a więc pod koniec komunizmu. Za "cudem" zdobyte czy "wystane" w kolejkach produkty było małe przyjęcie w domu, na które zaproszona została najbliższa rodzina. Proste prezenty, trochę elektroniki "z zachodu" i tyle. Zdjęcie pamiątkowe. Pamiętam za to dokładnie, że wszyscy byli ubrani jednakowo, schludnie. Wyglądaliśmy pięknie na tle smutnych blokowisk. Idące dzieci do kościoła wraz z całą rodziną to było coś, co później, w dalszych latach sprawiało, że człowiek czuł się dobrze.

Niestety, pracując przez wiele lat jako organista, miałem trochę inne odczucia. Najmilej wspominam I Komunię w podkraśnickich Dzierzkowicach, w których to pracowałem w okolicy roku 2009. Każdy wiedział po co jest, po co idzie. Bez żadnych wywyższań, bez żadnych ekstrawagancji. Szczerze mówiąc przypomniała mi się moja I Komunia sprzed 20 lat. I choć później pracując w parafii "miejskiej" miałem to szczęście, że nie było limuzyn, czy innych "sukien ślubnych", to widziałem tego typu wyskoki w parafiach "obok".

.

Do moich obowiązków należało przygotowanie repertuaru i nauczenie go Dzieciaków. Udawało się to, czasami lepiej czasami gorzej (można posłuchać, jak "moje" dzieciaki śpiewały w załączonych linkach do Youtube.

.

Ale też nie o śpiewie i "przechwalaniu" ten tekst. :)

.

No dobra, jeszcze jeden i przystępujemy do meritum. (Nagranie z lubelskiej Archikatedry, w której "pielgrzymki pierwszokomunijnych dzieci" to taka tradycja. Tak się złożyło, że jednego dnia o tej samej godzinie w Katedrze był mój Syn, jak i dzieci z mojej parafii. Więc nie mogłem tego przegapić.

.

W tym roku miałem zaproszenie na I Komunię do Córki mojej ciotecznej Siostry. W samym środku wakacji. Później dostawałem informację, że w zaprzyjaźnionych parafiach były tury po 5-10, czasami 20 dzieci. I to dało mi do myślenia. Zainspirowany przez rozmowę na TT z kolegą Markiem (podaję link do jego facebooka) odpisałem, że nie miałbym niczego przeciw, aby I Komunia miała miejsce w niedzielę po 9 czy 10 urodzinach Dziecka, czy chociażby w dzień urodzin takiego Szkraba. Albo w jakąś niedzielę w miesiącu, w którym dane dziecko się urodziło. Z kwestii o które teraz wszyscy podnoszą pianę - czyli tzw. "obostrzeń epidemicznych" - mielibyśmy sprawę ogarniętą, dodatkowo przez cały rok okoliczne knajpy mogłyby liczyć na komunijnych gości (a nie, jak ma to miejsce teraz, że jeździ się na komunijne przyjęcie po kilkanaście kilometrów, bo tylko tam można było znaleźć termin). To w kwestiach przyziemnych.

A w kwestii religijnej - powróciłoby się do tej intymnej relacji Dziecko - Bóg. Bez podchodzenia w szeregu, musztry, wyznaczania do funkcji podczas Mszy (takich jak czytania, Psalm, Modlitwa Wiernych) Dzieci/rodziców, którzy bardziej "zasługują", czy też robienia dziwnych losowań, etc. Cała Wspólnota byłaby świadkiem takiej podniosłej uroczystości. Bez zbędnych tłumów etc. Biały tydzień - również. Takie dziecko przez cały tydzień byłoby wyróżnione we wspólnocie lokalnego Kościoła i przez cały czas czuło się "ważne".

I nie będzie potrzeby robić jakiś dziwnych podjazdów, z sukniami jak ślubne, limuzynami, karetami, quadami i dronami jako prezenty. Bo w ten sposób przywrócimy w tym dniu Jezusa na właściwe miejsce. A nie, jak opowiadają mi Koleżanki i Koledzy - w poniedziałek po I Komunii pojawiają się głosy wśród mniej zamożnych dzieci, że to był głupi dzień, bo nie dostał/dostało tego, co sobie wymarzyło.

Owszem, potrzeba przygotowania takiego Dziecka i przez cały rok może Ono uczestniczyć wraz z innymi Dziećmi w przygotowaniach, organizowanych w Kościele jak do tej pory.

Jeżeli uważasz, że pomysł jest dobry, prześlij ten link dalej. A może coś się uda dobrego zrobić wspólnie.