www.Rejtan.EU

Kiedyś przekleństwem było zdanie: "obyś żył w ciekawych czasach". Ciekawi mnie, czy uda mi się przeżyć chociaż dekadę, w której wszystko będzie przebiegało spokojnie, ludzie dzięki swojej ciężkiej pracy będą mogli się bogacić. W okolicy świąt nie będziemy słyszeli o zabójczych ciężarówkach wjeżdżających w tłum ludzi na jarmarkach, w sylwestra nie będą ani masowych aut, ani doniesień o spalonych samochodach. Jeżeli zamarzy mi się urlop w egzotycznym kraju, i będę miał kaprys, aby tam pojechać, będę mógł to zrobić bez obawy o utratę ani swojej własności ani tym bardziej życia. A Politycy będą wspólnie wypracowywać kompromisy dobre dla wszystkich obywateli. Czy chcę aż tak dużo?

I faktycznie żyjemy w czasach, w których społeczeństwo (przynajmniej w Polsce, ale z tego co widzę, również i w Stanach Zjednoczonych) jest spolaryzowane. I to do tego stopnia, że sąsiedzi nie mówią sobie "dzień dobry" a ich zakochane dzieci muszą się ukrywać, jak niegdyś Hrabianka, która pokochała chłopa, czy też Murzyn, którego pokochała córka plantatora.

Już nie wystarczy, że skaczemy sobie do gardeł z powodu poglądów różnej maści, poziomu i kalibru. Politycznych, dotyczących tzw. "aborcji" czy poglądu na kwestie (ujmę to lapidarnie) "tolerancyjne". Do tego należałoby jeszcze dorzucić temat dostępu do broni i kary śmierci, ale nie będę podpowiadał Rządzącym, bo im coraz głupsze pomysły do głowy przychodzą.

W obecnej dobie najczęstszym słowem które słyszymy z ust polityków, dziennikarzy czy nawet sportowców jest określenie "ciężkie czasy". Gdy to słyszę za każdym razem, kiszki mi się przewracają i mam wrażenie, że za chwilę dostanę jakiejś zapaści. "Ciężkie czasy" to mają w Korei Północnej odkąd zaczęła tam panować dynastia Kim'ów czyli od 1944, Ciężkie czasy to mieli żołnierze Wermachtu wracający z wycieczki do Moskwy którym odmarzały palce, czy mieszkańcy Ukraińskiej SSR podczas "Голодоморy" w latach 1932-1933.

I powtórzę jeszcze raz, żeby nie było, że jestem jakimś człowiekiem od spiskowych teorii dziejów. Uważam, że wirusy z rodziny koronawirusów istnieją i są nam znane przynajmniej od II połowy XX wieku. Słabo, ale są. Uważam, że obecny szczep jest wysoce upierdliwy, przechodzi się go ciężko i łatwo się dziad przenosi. Ale pamiętam z czasów młodości, że w momencie "przesileń" czyli wczesną wiosną i późną jesienią w mojej klasie "wymiatało" nawet i połowę dzieciaków. Że ludzie mieli dolegliwości, które nijak korespondowały z objawami "zwykłej grypy". Ale patrząc się na statystyki zgonów. Sam GUS podaje jedną ważną rzecz:

Światowa Organizacja Zdrowia w swym raporcie z 2013 r.1 po raz kolejny wykluczyła Polskę z analiz porównawczych dotyczących umieralności według przyczyn. Powodem jest ponad 25% udział zgonów o "niedokładnie określonych przyczynach”. Wraz z Polską analizą nie zostały objęte między innymi dane Argentyny, Azerbejdżanu, Bułgarii, Grecji, Gwatemali czy Kataru. [źródło]

Zresztą, ten sam GUS podaje ilość zgonów w poszczególnych latach 2015-2019: [żródło danych - GUS]. Dane za rok 2020 [6-9.2020] oraz [1-5.2020]

  suma. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12
2015 394921
(329477)
34488 34957 38671 34213 31859 30043 30889 31932 29382 33043 31969 33475
2016 388009
(320502)
35324 33075 35261 31674 31954 29633 30383 30284 29634 33280 32612 34895
2017 402852
(336050)
43620 37236 34804 31912 31838 30024 30713 30840 30772 34291 32347 34455
2018 414200
(343458)
37705 36971 41621 34531 32311 30636 32609 31726 31198 34149 32854 37889
2019 409709
(340813)
38902 36273 35998 33482 33089 32939 32684 31814 31567 34065 32688 36208
2020 ?????
359979
36539 35223 36810 34051 33548 32507 33447 34656 34066 49132   © Rejtan.eu

W tabeli, w kolumnie "SUMA" wpisałem w górnej części tabeli sumaryczną ilość zgonów w roku (a dokładnie aktów zgonów wystawionych przez Urzędy Stanu Cywilnego), poniżej (boldem i kursywą) ilość zgonów w okresie 1-10 danego roku.

Czy zatem rok 2020 jest aż tak "straszny"? Jeżeli spojrzymy na ogólną tendencję, to mamy społeczeństwo starzejące się. Z drugiej zaś strony, zasmuca ilość zgonów w październiku br, jednak czy jest to spowodowane pandemią czy rocznym zaniechaniem profilaktyki i wykrywania - tego jeszcze nie jestem w stanie powiedzieć. Okaże się niebawem, gdy GUS opublikuje pełne dane odnośnie rodzaju zgonów. I wtedy będzie można sobie poużywać. Ile z nich było spowodowane czynnikami "naturalnymi" a ile z powodu np. zaprzestania leczenia czy diagnostyki.

Z drugiej jednak strony, spójrzmy proszę na zestawienie grudzień 2016/styczeń 2017. Wówczas też mieliśmy wzrost z ośmiu tysięcy. Cóż, pokolenie urodzone tuż po wojnie powoli zaczyna się wykruszać i to widać w statystykach GUS jeżeli chodzi o zgony w podziale na lata. Zanim napisałem te kilka słów spędziłem kilka ładnych godzin analizując (na ile mi nos podpowiada, bo statystykiem nie jestem) dane na stronach GUS, analizując tablice i arkusze kalkulacyjne. To co przedstawiłem jest zbiorczym zestawieniem, obrazującym, że mamy co prawda dziwnego "koleżkę", ale środki zastosowane są niewspółmierne, przynajmniej w moim osobistym odczuciu.

To, co Rząd powinien zrobić, a nie zrobił, to nakaz pozostania w domach osób, które czują się (szeroko ujmując) przeziębione. Bez żadnego zamrażania gospodarki, bawienia się w lockdowny, czerwone, zielone strefy i innego typu substytuty "Stanu klęski", "Stanu zagrożenia epidemiogicznego" itd. Punkty medyczne działają normalnie, a jeżeli masz objawy zbliżone do grypy, dzwonisz, podajesz PESEL, lekarz wystawia Ci zaświadczenie uprawniające Cię do urlopu chorobowego, kurujesz się dwa tygodnie (powiedzmy, że ten termin bym tylko zostawił), po czym można Ci przeprowadzić test, ale nie przesiewowy PCR, tylko test na obecność przeciwciał. Można Cię ewentualnie "zmusić" (choć lepiej jest napisać: "zobowiązać") do zainstalowania tej śmiesznej aplikacji, która pozwala Ci wezwać pomoc, gdy źle się poczujesz.

Bo nie oszukujmy się, jeżeli byśmy mieli taki mechanizm, nikt z objawami Covida nie pchałby się na zakupy. Czy do pracy wiedząc, że możesz spokojnie ten czas poświęcić na wykurowanie się. Pracodawcy mieliby może problem w sytuacji gdy znaczna część personelu pójdzie im na urlop, ale nie oszukujmy się. Są agencje pracy tymczasowej, można z poziomu rządowego ustanowić "umowę o pracę w wersji uproszczonej" (choć działa umowa na zastępstwo), bez konieczności robienia badań lekarskich. W urzędach, szkołach i komunikacji publicznej zastosować środki ochrony w postaci obowiązku zasłaniania twarzy, zapisując ten przepis w stosownej ustawie.

A nie bawić się z Polakami w kotka i myszkę, pokazując, że przepisy owszem, ale nie zawsze, ale niektórych nie dotyczą, ale nie wszyscy muszą się ich ściśle przestrzegać. Że maseczki nic nie dają, później że trzeba, a jak nie maseczka, to szalik, przyłbica czy inny hełmofon. Ale nie dotyczy osób starszych, których później dotyczy, że trzeba kiedy nie ma dystansu, a później kiedy nawet dystans jest. Że oświadczenie o problemach z oddychaniem, a później zaświadczenie od lekarza, do którego nie jesteś w stanie się dostać. Że jedne Sądy oddalają mandaty, inne uznają i że zanim wyjdziesz na dwór (Galicja i Małopolska - "na pole") z psem na spacer, to musisz najpierw sprawdzić obowiązujący dziennik ustaw, Twitter Premiera, Ministra Zdrowia i lokalnej Szeptuchy, a najlepiej nauczyć się czytać z chmur "Dziś cumulusy nisko zawieszone, trzeba nosić maseczkę nawet w samochodzie".

A co nam zafundowano?

Spróbuj wejść do pustego marketu bez maseczki, to się dowiesz sporo o sobie, swojej rodzinie, kim są Twoi rodzice, a nawet co Twój pies ma Ci polizać.