www.Rejtan.EU

Umówmy się. Finansowanie partii z budżetu nie jest czymś dobrym. Partie powinny być finansowane przez obywateli, coś na zasadzie 1% podatku. Pisałem o tym w moim poprzednim wpisie (tutaj). Dziś chciałbym ten temat rozwinąć.

Nie ma w moim rozumowaniu sprzeczności (ponieważ w innych punktach mówię o likwidacji podatku dochodowego). Likwidacja podatku dochodowego jest procesem długofalowym, który należy poprzedzić innymi czynnościami. Z drugiej strony - nie będzie na to woli większości parlamentarnej i proces będzie ciężko przeprowadzić. Możliwości wyjścia z impasu są dwie: albo Drogi Czytelniku przekonasz swoich najbliższych, że warto oddać na mnie głos, albo będziesz czekał w nieskończoność aż cały Naród się zdenerwuje do tego stopnia, że pogoni tą całą zgraję. Tylko wtedy może być za późno.

Ale do rzeczy. W poprzednim wpisie napisałem:

 

 Finansowanie partii politycznych. Obecny system jest zły. Inne systemy mogą rodzić patologię. Wydawać by się mogło, że słusznym rozwiązaniem jest utrzymywanie partii politycznych z dobrowolnych odpisów podatkowych. Coś na zasadzie 1%. Procent z Twoich podatków idzie na bieżącą działalność partii politycznej. (...)  Po pewnym czasie (chyba nawet bardzo szybkim) tworzyłyby się lokalne KWW - i nie zmieniając nic, zmieniamy wszystko. (...) Owszem, ludzie zrzeszaliby się w partie, ale finansowaliby ich działalność z własnych pieniędzy

Można tą sprawę wprowadzić kilkoma ustawami. Pierwsza z nich umożliwia przekazanie środków na potrzeby działania dowolnej partii i wiąże się z samookreśleniem jako sympatyk danej frakcji. Jeżeli ktoś jest anarchistą - płaci 2% na poczet dowolnej Organizacji Pożytku Publicznego. Druga "zdejmuje klauzulę tajności" związaną z poglądami politycznymi, na zasadzie dobrowolności. Chcesz wesprzeć Ruch Narodowy - wypełniasz odpowiednie pole w formularzu PIT i przekazujesz swój wkład. Nie chcesz się afiszować - nie afiszujesz.

W ten sposób pieniądze na bieżącą działalność zdobywają poszczególne partie. Proszę zauważyć, że w tym miejscu znika sakramentalne 3% aby uzyskać dofinansowanie z Budżetu Państwa. Rykoszetem - sondaże są robione raz do roku (a o szkodliwości sondaży pisałem w maju) i są najbardziej wiarygodne. Politycy muszą pracować przez cały rok, aby nie stracić zaufania społecznego i mieć "stały dopływ gotówki" na bieżące działania.

Partie, które nie robią nic, po pewnym, krótkim czasie mogą stracić możliwość działania. Nie wystarczą ładne buźki Prezesów i mądre frazesy speców od PR. Na powszedni chleb w partii będzie musiał zapierniczać każdy działacz.

Czy już się otwiera Ci drogi Czytelniku pewna furtka? Jeżeli nie, to czytaj dalej.

Idąc dalej w tym "celowym niszczeniu bandy czworga" - mamy sytuację w której, aby zostać Posłem czy Senatorem nie trzeba rejestrować lokalnych KWW. Wystarczy PRZY POMOCY JEDNEJ USTAWY znieść próg wyborczy i umożliwić kandydowanie osobom niezrzeszonym, ale mającym zapał i dobre pomysły.

Jakby to wyglądało? Prosto. Jakiś jegomość zdobywa powiedzmy 2.000 głosów poparcia. Rejestruje się jako niezależny kandydat. Tacy kandydaci później wpisani są w sposób alfabetyczny na osobnej liście. Wybieramy konkretny numer. I po kłopocie. Bez klanów partyjnych, humoru szefa czy parytetów.

Wówczas, poza listami partyjnymi będzie również osobna lista "Kandydatów Prawdziwie Niezależnych". Ale, skoro będziemy mieli kandydatów niezależnych, nie będących ze sobą w żadnej komitywie, możemy stwierdzić, że 50% mandatów w okręgu przypada listom partyjnym, 50% osobom niezależnym. Niesprawiedliwe? OK. Też mi się tak wydaje. Niech wchodzi np. 15 (dla okręgu 6) Misiów z najlepszym wynikiem w okręgu.

Szach mat. Mamy morderstwo na "partiokracji". Uwalenie szkodliwej w moim odczuciu idei JOW lansowanej tak bardzo przez niektórych. Oraz transparentność życia politycznego i "możliwość odwołania Posła" czy odesłania na śmietnik historii szkodliwej partii - po prostu przestajemy im płacić. A więc każdy jest szefem swojego Posła.