www.Rejtan.EU

Jakiś czas temu na facebookowej stronie @Narodowcy RP opublikowałem grafikę, pokazującą faktyczny problem, z jakim borykają się Polskie rodziny. Wbrew pozorom nie jest to krytyka programu 500+ jako takiego, ale próba realnego zmierzenia się z jego konsekwencjami. Tak proszę Państwa. Konsekwencjami. 

Ze wszystkimi reformami przeprowadzanymi na szybko jest tak jak z łataniem dziur zimą. Pomagają doraźnie, ale po pewnym czasie problem narasta. To chyba wiedzą wszyscy kierowcy.

Nie ma wątpliwości - Prawo i Sprawiedliwość obiecało podczas kampanii wyborczej 500 złotych. I nieważne, czy p. Premier mówiła o pierwszym czy drugim dziecku. Ci, którzy dziś podnoszą larum, że to będzie morderstwo polskich finansów, nagle obudzili się z politycznego letargu. Dlaczego? Bo ktoś obiecał coś w kampanii i obietnice próbuje realizować. I zupełnie nie interesuje mnie to, czy ten punkt programu jest słuszny, czy też nie. Można powiedzieć - nowa jakość. Sam program przedstawiany jest jako dobrodziejstwo. Ale czy aby na pewno?

 Częstym zarzutem wobec tej ustawy jest to, że będzie ona wspierać patologię. I wielu osobom (zresztą słusznie) zapala się czerwona lampka: "jak to, ja się kwalifikuję do tego programu a patologią nie jestem". Patologia kojarzy nam się z zdegenerowaną warstwą społeczną, melinami i ciągłymi libacjami. Domami, w których dzieci wychowują się same puszczone w samopas. Jednak definicja patologii jest zgoła inna.

Patologia (z języka greckiego πάθος "pathos - cierpienie" i -λογία "-logia" - przyrostek tworzący rzeczowniki oznaczające gałęzie nauki) – nauka o chorobach albo stan chorobowy, w ogólniejszym znaczeniu nieprawidłowość (również w odniesieniu do nauk społecznych). Jako nauka bada przyczyny (patogeneza), mechanizmy i skutki chorób.

Spróbujmy razem zastanowić się, jakie patologie może powodować ten system, a później wspólnie zastanówmy się nad ich rozwiązaniem, w oparciu o fakty.

Na załączonym obrazku przedstawiłem prostą infografikę niezdrowego systemu, podłego oszukiwania społeczeństwa dwoma cyframi. Kwota netto kwota brutto. Jako (były już) przedsiębiorca wiem, że kwota brutto jest sztucznie wytworzoną kwotą. Aby zapłacić pracownikowi 1355 złotych minimalnej pensji, muszę z konta firmowego przelać równowartość 2230 złotych. 1355 złotych pensji oraz 875 złotych różnych podatków, danin itp. Na tym etapie pomijamy konieczność utrzymania szkolnictwa, armii zawodowej, opłacenia Policji, Służby Zdrowia itp.

Założenie: wzorcowa rodzina, oboje po studiach, na najniższej krajowej. Na rękę mają 2710 złotych. W przypadku, gdy nie mają dzieci, kwota ta starczy na wynajęcie jakiegoś mieszkania i opłaty (1200-1500 PLN), a jeżeli udało im się zebrać na start podczas wesela odpowiednią kwotę - nawet zakup jakiejś kawalerki (oczywiście, jeżeli załapią się na kredyt na 30 lat z odpowiednio dużym wkładem własnym). Z różnych rozmów wiem, że najtrudniej zdecydować się młodym małżeństwom na pierwsze dziecko. Z pewnością, trudniej zdecydować się młodym ludziom na sformalizowanie swojego związku. I ten (patologiczny) stan obserwuję już od wielu lat, pracując jako organista. O ile w roku 2006 śluby brali moi rówieśnicy (a więc ludzie w przedziale 25-30 lat), tak teraz, po dziesięciu latach jedna rzecz została stała, jedna diametralnie poszybowała w dół. Śluby biorą nadal moi rówieśnicy (30-40 lat) a diametralnie spadła ilość zawieranych małżeństw. Kilka lat temu, gdy w grafiku miałem wpisane "Sobota, 2 śluby" - zastanawiałem się, czy na tak małą ilość w ogóle trzeba przyjeżdżać. Bo to tylko dwa. Dziś, po 10 latach, gdy mam zagrać trzy śluby jednej soboty, zastanawiam się jak ja taki natłok pracy wytrzymam.

Ale weźmy naszą "wzorcową" rodzinę. Czy za 1000-1200 będą w stanie utrzymać siebie i dziecko? To pierwsze, na które najtrudniej się zdobyć, a wiadomo, że wszystko kosztuje. Zupełnie łatwiej byłoby tym ludziom, gdyby nie prezenty jakie młodym rodzicom zafundowały rządy PO-PSL. Chociażby podniesienie podatku VAT na produkty dla dzieci z 0-8% do 23. Na paczce pieluch za każdym razem jest to kwota ~7 złotych. Na ubranku za 50 PLN jest to wzrost o 10 złotych (0-23%). Niby niedużo, ale jednak wiele, zwłaszcza gdy zsumujemy wszystkie koszta.

Załóżmy, że po kilku latach takiej rodzinie urodzi się drugie dziecko. Wtedy budżet domowy wynosi 1500-1700 złotych (z dodatkiem 500 PLN). Niby więcej, ale teraz każdy niech sobie zada pytanie: czy za tą kwotę da się przeżyć? Być może - wegetować. Bo jak sobie wyobrazić mieszkanie na 30-40 metrach w cztery osoby? Bo wszak za kilkadziesiąt tysięcy wkładu i kredycie zdobytym z taką zdolnością kredytową nie spodziewajmy się domku z ogródkiem i dwoma garażami. Zainteresowanych zapraszam do sprawdzenia zdolności kredytowej w dowolnym kalkulatorze, przy obliczaniu kredytu hipotecznego.

Ale, idźmy dalej. W wieku 30 lat rodzi się im pierwsze dziecko (wszak trzeba odłożyć), a dwa lata później - drugie. Przez 16 lat dostają zapomogę w kwocie 500 złotych. Starsze dziecko osiąga dojrzałość i "po promocji". Nadal trzeba "żyć" za 1200-1500 złotych, mając na utrzymaniu licealistę oraz studenta (oczywiście, przy założeniu że ceny i płacę nie podrosną, lub będą rosły proporcjonalnie). Jednak, Polacy są sprytnym narodem. Niektórzy mogą sobie szybko wyliczyć, że gdy będą mieli jeszcze jedno dziecko, to Państwo będzie im dopłacać do ich budżetu domowego całe 1000 złotych, a więc nie ma konieczności pracy. I wtedy będziemy mieli już pierwszy objaw patologii. Przy założeniu, że matka urodzi pierwsze dziecko w wieku 30 lat, drugie - 32 a trzecie - 34 i pójdzie na garnuszek państwa, owszem, będzie dostawała za "siedzenie w domu" 1000 złotych, ale jedynie przez 14 lat. W wieku 48 lat kwota zostanie zmniejszona do 500 złotych, a wieku 50 - nic od Państwa nie dostanie.

Ktoś może powiedzieć (i pewnie tutaj powie): ale przecież była dobrą matką i wychowała trzech wspaniałych Obywateli. Daj jej Boże aby takich ludzi wychowała. Tylko przez 14 (lub więcej) lat nikt nie płacił jej ubezpieczenia emerytalnego, ona ma już 50 lat a tak naprawdę okres składkowy w jej przypadku wynosi 5 lat (plus okres nauki). Jakie są szanse znalezienia pracy dla kobiety w wieku lat 50-ciu chyba nie muszę mówić. Będzie ona wyalienowana z rynku pracy, a jeżeli nawet uda się jej coś znaleźć, to rynek będzie na tyle zepsuty, że nie znajdzie nic poza... najniższą krajową. A do emerytury pozostało 17 lat. Jak to mawiają? Czarna rozpacz, lub bardziej dobitnie.

Być może te pomysły nie będą przychodzić do głowy mieszkańcom Gdańska, Krakowa, Warszawy, Poznania czy Wrocławia. Ale czy nie będą przychodzić w miastach, gminach i miasteczkach wielkości Milejowa, Ameryki czy innych Modliborzyc? A przecież tam o aktywizację kobiet 40+ jest oczywiście łatwo, prosto i przyjemnie. Prawda?

Czy zatem argument mówiący o tym, że program 500+ przyczyni się do tego, że w Polsce będzie rodzić się więcej dzieci jest trafiony? A na co liczą dziś Polacy? Na stabilność finansową oraz na to, że Państwo nie będzie im zabierać więcej i więcej. W najbliższym czasie postaram się pokazać, w jaki sposób nasza wzorcowa rodzina mogłaby spokojnie sobie pozwolić, gdyby nie była aż tak dojona przez opresyjne Państwo-Nianię.