www.Rejtan.EU

Gdy jeszcze raz usłyszę, że za czasów Platformy Policja wykonywała rozkazy polityczne i pacyfikowała Marsze Niepodległości oraz inwigilowała różne prawicowe inicjatywy, to przypomnij mu to zdjęcie. Zdobione w pierwszej połowie października, na której to Funkcjonariusz bez maseczki używa gazu do ludzi bez maseczek, żeby ci założyli maseczki. Bo taki jest przepis. Czego nie rozumiesz?
Żyjemy w głupich czasach, w których logika i zdrowy rozsądek stały się towarem deficytowym. Za obietnice przyznania jakiś profitów jesteśmy w stanie zrobić z siebie ćwierćdebili. Uwierzyliśmy, a raczej daliśmy sobie wmówić to, że wirus panuje i zbierze ogromne żniwo. I, że jedynym co nas może uratować to
A) trzymanie dystansu w sklepach
B) unikanie skupisk ludzi
C) zasłanianie ust
D) mycie rąk.
Powtarzam. Jako pierwszy dałem się omotać i w marcu "uciekłem" z Wysp do Polski. Ale, że jestem człowiekiem, który lubi wyrobić sobie własne zdanie - sporo słuchałem osób zarówno z jednej jak i z drugiej strony barykady. I dodając dwa do dwóch zdałem sobie sprawę, że to może być jakaś głębsza akcja.
 
Kiedyś, aby wyrobić sobie zdanie na palący wówczas opinię publiczną problem (już w sumie nie pamiętam co to było, ale coś związanego z Kościołem) przez ponad miesiąc kupowałem wszystkie możliwe tygodniki. Od Niedzieli, przez jakieś Newsweeki, a kończywszy na Faktach i Mitach. To samo zdarzenie zostało tak idealnie opisane, że bazując tylko na jednej z opinii można byłoby uznać ją za prawdziwą; jednak wtedy (o zgrozo) najbardziej rzetelnie o Kościele pisało "antyklerykalne" pismo. Ale wracamy do bazy.
Później, w maju-czerwcu 2020 kilka razy byłem we Włoszech, i to co widziałem - utwierdziło mnie w tym przekonaniu, że ta cała pandemia to jedna wielka. No właśnie. Ściema? Sposób na powstanie światowego Rządu? A może chipowanie ludzi i później kontrolowanie każdego oddechu przy pomocy sieci 5G, a jak człowiek zacznie rozrabiać za głośno, zostanie pozbawiony życia przez miligram arszeniku, który znajduje się w wszczepionym chipie, aktywowanym.. No dobra, poniosło mnie.
 
Ktoś brzydko się bawi, a my daliśmy się w tą zabawę wciągnąć. Najpierw - czyli w marcu 2020 - wierząc że ten mikrob jest śmiertelny i jeżeli nie posłuchamy tego, co mówią nam mądrale z (nie)Rządu, to będziemy ginąć na ulicach i nikt nam nie pomoże. Później, gdy pierwszy "lockdown" minął i zaczęliśmy ochoczo wychodzić z domów - okazało się, że wirus gdzieś zginął na czas wyborczego zawirowania. Wówczas wszyscy nas przekonywali, że można bezpiecznie pójść na wybory, bo tam ten zły mały skurczybyk nie zaatakuje. Ale tuż po wyborach, zaczęli coś mówić, że nadchodzi druga fala, że trzeba być czujnym i nie dać się omotać błędnemu przekonaniu bezpieczeństwa.
 
Czyli niewolnik odwalił swoje, zagłosował tak jak mu się powiedziało, utwierdził układ sił (nie tylko w Polsce, Europie, ale i na świecie), więc można znowu tego niewolnika poddać tresurze. Noś maseczkę, zdejmij maseczkę. Dezynfekuj ręce. Ale cały czas jest to walka ze skutkami a nie przyczyną.
 
Jak wielu z Was wie, jestem kierowcą zawodowym. W tej chwili, ponieważ, przez 20 lat pracowałem jako muzyk kościelny, zwany również organistą. Aby przetrwać w długie zimowe niedziele, w zimnym i nie dogrzanym kościele, musiałem przez cały tydzień nie tylko ciepło się ubierać, żeby na niedzielę nie dopadła mnie niemoc, ale również odpowiednio suplementować swoją dietę w niezbędne składniki. A wierzcie mi, że było kilka takich niedziel, w których na kazaniu wychodziłem na dwór (na pole, dla Galicjan) po to, aby się zagrzać. Serio. Na zewnątrz było cieplej niż we wnętrzu świątyni.
 
I nie wierzę, że mądre głowy z Ministerstwa Zdrowia nie mają wiedzy, jak podnieść zbiorową odporność Polaków. Nie przez dezynfekcję rąk co chwilę, a przez odpowiednie wzbogacenie swojej diety. Dlatego, od samego początku powrotu do UK, moja tygodniowa dieta składa się nie tylko z chleba, masła, wędliny i sera, ale przede wszystkim z różnych warzyw i owoców. Czasami śmieję się, wychodząc w niedzielę z zakupów, że spokojnie mogę z moich zapasów na tydzień zrobić poważne przetwory. I - odpukać w niemalowane - nie mam problemów ze zdrowiem.
 
Jednak, przez tego niewidzialnego łobuza, mam problem z wstawieniem kilku zębów, które wypadły mi kiedyś. A muszę to zrobić, aby wyglądać jak człowiek. I niestety, od pół roku nie mogę się zapisać do mojego dentysty, ponieważ wirus. I nie przekonuje też to, że koszt takiego jednego zęba to kilka tysięcy złotych. Nie, bo Ty na zachodzie pracujesz, a więc będziesz musiał przejść kwarantannę i dopiero - jak nic się nie zmieni w sytuacji "epidemiologicznej" to wtedy być może Cię przyjmiemy. Serio?
 
No dobra. Ja mogę wyglądać jak wyglądam, najwyżej na zdjęciach nie będę pokazywał swojego szerokiego uśmiechu; ale co z tymi, którzy są wożeni w karetkach z jakimś złamaniem czy raną przez kilka godzin? Albo z tymi potwierdzonymi przypadkami, że ktoś zmarł w karetce, ponieważ żaden szpital nie chciał mu udzielić pomocy? Lub z tymi z nas, którzy czekali kilka lat na operację, wyznaczoną na rok 2020, i nagle się okazuje, że będą musieli poczekać nie wiadomo ile jeszcze? Czy ktoś prowadzi statystyki ile osób zmarło na raka z powodu nieodpowiedniej opieki medycznej spowodowanej tym, że lekarze bali się podejść do takiego człowieka? Mimo tego, że leżał na oddziale od miesięcy?
 
Moja angielska przychodnia zdrowia wysłała mi kiedyś SMS o treści: "Jeżeli chcesz do nas przyjść z dolegliwością, zarejestruj się przez telefon". Później procedurę zmieniono na "Nie przychodź, zadzwoń, udzielimy Ci pomocy i wspólnie zdecydujemy kiedy możesz przyjść". Obecnie mądrość etapu jest taka: "Jeżeli zadzwonisz do godziny 10, to lekarz oddzwoni do Ciebie być może jeszcze dziś". Kurza twarz. A jak mnie pszczoła upierdzieli o 10.30 i będę musiał mieć podany lek, bo jestem uczulony na te całe latające pożyteczne owady? To co? Mam poprosić bezkręgowca, aby mnie ustrzelił do 9.59, albo poczekał do jutra? Bo dla mnie żądło w dupie jest zagrożeniem życia. No ale, żaden lekarz nie poda mi leku, który uratować może moje cztery litery, bo będzie się bał, że będąc zdrowy jak tur, mogę przez przypadek wykosić pół przychodni. Bo mogę mieć tego mikroba, który rzucił na kolana świat. Ale mi dupa do pracy jest potrzebna, i to bez podtekstów; bo na niej spędzam wiele godzin.
 
I ostatnia rzecz, która mnie, jako umysł ścisły rozkłada na łopatki. Podawanie liczb bezwzględnych. "W zeszłym tygodniu z przeprowadzonych testów wykryliśmy, że tyle a tyle tysięcy osób jest pozytywnych". O kurna, ale wzrost. Z tyłu głowy zaczyna Ci się pojawiać myśl: "Zaraz będziemy umierali na ulicach".  Ale nie podają, że liczba przeprowadzonych testów z których ta liczba wyszła, to milion. Albo pięć. Więc, 5.000 z 1.000.000 jest jak 5 z 1000, albo jeszcze bardziej dobitnie 0,5 ze 100. Czyli jedna osoba na dwieście. Pół procenta badanej populacji.
 
Ciekawe, że jakby przeprowadzić na tej samej grupie przesiewowe testy na obecność nowotworów, to liczba byłaby większa czy mniejsza? Czy może podobna? Choć tutaj, chyba liczba byłaby znacznie większa niż 0,5%. Ale idąc dalej.
W roku 2018 w Polsce zmarło 414 tysiące obywateli. Czyli średnio statystycznie 1.130 osób dziennie.
Do niedawna, jeżeli umierał ktoś młody, z automatu przeprowadzano sekcję zwłok. Nie tylko po to, aby stwierdzić, czy przyczyna zgonu była naturalna, ale aby poznać ewentualną przyczynę. Gdy coś było "interesujące" z punktu widzenia medycznego - zlecano dodatkowe badania i analizowano. Dziś, gdy umiera ktoś z podejrzeniem C19, takich sekcji nie wykonuje się, bo nie wolno. Kurna, a jak inaczej poznać to, z czym walczymy? To tak, jakby na wojnie przejąć magazyn z żywnością wroga i bez sprawdzenia co w puszkach się znajduje dać do jedzenia własnym oddziałom; a później dziwić się, że ludzie nam umierają. Ale pod żadnym pozorem nie badać ani zmarłych, ani puszek, które zostały im podane, szukając przyczyny w złym układzie planet, albo ogólnym osłabieniu organizmu.
 
Kolejną rzeczą są przymusy, które wprowadza się na mocy rozporządzenia. Na przykład ten o noszeniu maseczek. Później wysyła się oddziały Policji aby tych Obywateli, którzy mają odmienne zdanie "prostować". Nie koniecznie w sposób jak na załączonym powyżej obrazku, ale przez nakładanie na nich mandatów. Których oni nie przyjmują, sprawa idzie do Sądu, ten mandat oddala. Jest to niepotrzebne marnotrawstwo czasu zarówno Policji, Sądów jak i samych ludzi. A jeżeli ktoś chce robić to - niech zrobi to w zgodzie z Konstytucją. I dziwię się, że ten cały KOD czy jakaś tam inna Koalicja Obywatelska nie wychodzi na ulicę protestować przeciwko bezprawnemu nakładaniu obowiązków, zakazów i nakazów; a siedzi cicho z podkulonym ogonem. Gdy chodziło o koryta ich "kolegów" do Warszawy przyjeżdżały tysiące autokarów na różnego rodzaju spędy. Dziś jakoś o nich cisza. Jedynie na ulicach widzimy Rolników (których przy okazji chce się zaorać przy pomocy "Piątki dla Zwierząt") oraz prawicowo-wolnościową Konfederację. Próbowałem w mediach znaleźć jakieś wzmianki na temat tych protestów. Cisza, jak - można by rzec - po śmierci organisty. Przy okazji - co mnie osobiście bardzo smuci - obniża się autorytet takich instytucji jak Policja, stawiając ich na poziomie "wykonawców politycznej woli rządzących", "siepaczy systemu", czy wręcz przyrównując naszych Stróżów Prawa do ORMO, ZOMO czy innego Gestapo. To jest bardzo złe i nieprzemyślane, mające negatywne konsekwencje, które dopiero za kilka lat będziemy mogli ocenić.
 
Ale na zachodzie nie jest wcale lepiej. W UK zamyka się bary o 22, bo później wirus atakuje. Groźniejszym dla społeczeństwa od zabójstwa drugiej osoby jest zanucenie w barze jakiejś piosenki. Przy okazji władza wyciąga do służby zawodowych podpierdalaczy, którzy w takich barach przesiadują, a później wskazują "rozpoczynających bunt'.
 
Może ktoś zapytać się, jak w takim razie walczyć z tymi głupimi zakazami. I tu może się zdziwicie, bo daleko mi do romantycznych zrywów z motyką na słońce, kosami na armaty, czy butelką benzyny na czołgi. Sam w dziwnym kraju noszę (gdy już muszę i zostanę o to poproszony) coś co spełnia wymagania o zasłanianiu twarzy. W zależności od miejsca jest to albo komin z trupią czaszką (ale za to w tęczowych barwach), albo zwykły, cywilny z jakimś tam bliżej nieokreślonym wzorkiem (ten akurat przydaje się w wizycie w kościele). Uważam, że samodzielna walka pozbawi nas "myślących logicznie" czegoś takiego jak "materiał ludzki". Bo obecne rzeczy to pikuś. Bo nasi pradziadkowie przestawiając wozy na polach, dziadkowie odmawiając Niemcom i Ruskim kontyngentu zboża, rodzice wychodząc na ulicę w latach 80 na nasze "siedziałem za to, aby nie musieć nosić maseczki" pokiwają tylko głowami będąc średnio dumnymi z tego, jakich mają "dzielnych potomków". Ale serio. Szkoda czasu naszego, Policji, Prokuratury czy innych Sądów na to, aby zajmować się takimi duperelami jak "Jan Kowalski, lat 30, podejrzany o wszczynanie maseczkowego buntu". Jak już chcecie sparaliżować durne urzędy, aby zajęły się czymś pożytecznym, załóżcie sobie profil zaufany i zadawajcie pytania odnośnie liczb i innych nurtujących Was - jako Świadomych Obywateli - spraw. Ile osób zmarło, ile zostało zakażonych etc. I wysyłajcie je do Starostw, Powiatów, Wojewodów, Komend różnego szczebla i innych urzędów, byleby oszczędzić Służbę Zdrowia i Straż Pożarną. Bo mimo wszystko, te instytucje są również - pośrednio - ofiarami głupich decyzji ludzi o krótkim wzroku. Mimo wszystko.
 
A na koniec - życzę Wam zdrowia, cierpliwości i roztropności.