konowalek.pl

14 marca na moim facebooku napisałem: (https://www.facebook.com/PanRejtan/posts/1890166107919681)

Sprawa odnosi się do zmian które podała w tym czasie Gazeta Prawna (http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1027040,egaminy-na-prawo-jazdy-word-zmiany.html)

"Hurrawolnościowcy powiedzą: "fajnie, WORDy przestano oblewać kursantuf", "bjurokracja siem zmniejszy" i będzie mega zajefajnie. Roztargniona post-gimbaza zacznie robić prawko i wozić się do szkół 30 letnimi passatami podnosząc tym samym poziom dyskusji w MPK.

Ale nie byłbym sobą gdybym nie pokazał drugiego dna.

Skoro WORDy miały by przejść pną garnuszek Państwa (Marszałek, zarządzanie centralne) to na każdym szczeblu potrzeba zatrudnić osoby odpowiedzialne za dyspozycję środków (Departamenty. Delegatury. Oddziały. Wydziały Kierowników. Młodszych Specjalistów. Rzeczników, etc etc)

Po drugie - Państwo szuka pieniędzy więc żegnajcie zdane egzaminy za pierwszym razem.
Zdać egzamin za pierwszym razem będzie niepatriotyczne (i w końcu będę mógł się pochwalić, że sam zdałem praktykę za trzecim).

Po trzecie - szkoły jazdy nie dostaną uprawnień do egzaminowania bo wtedy niewiele zostanie w kasie państwowej a jest to informacyjna zasłona dymna. A jeżeli już, to będzie to ekonomicznie nieopłacalne. ;)

Po czwarte: między I a kolejnymi terminami czas się skróci (aby więcej pieniążków wpłynęło) a wiąże się to z zatrudnieniem nowej rzeszy egzaminatorów (co samo w sobie jest ok, ale jeżeli spojrzymy przez kontekst to już takie radosne nie jest).

Skoro tak się patrzymy na sytuację zza wody - niech Ojciec uczy Syna jeździć. Wolałbym aby mnie uczył mój Tata - zawodowy kierowca z 20 letnim doświadczeniem a ja wolę uczyć mojego Kubę (będę miał wtedy 20 lat doświadczenia i kilkaset tysięcy za kółkiem). Wprowadzić obowiązkowe oznaczenie auta plus limity km/h i czasu i spokojnie można taki deal ze społeczeństwem wprowadzić. A później po odbyciu np 100h jazdy egzamin państwowy i spokój.

----------------------------------

Kilka dni później (16.03) pojawił się drugi wpis (https://www.facebook.com/PanRejtan/photos/a.1500734366862859.1073741829.1500002466936049/1890462291223396/)

A gdyby tak we własnym zakresie szkolić swoje dzieci? Ile to może kosztować?

Koszt 1h szkolenia (przejechane 30-50km) to 2-4l paliwa czyli 10-20 PLN. Załóżmy, że z Synem/Córką zrobiłbym 50h. 500-850 PLN na paliwo. Plac manewrowy byśmy mieli u Dziadka na utwardzonym podwórku.
W przypadku kursu 50h dziś trzeba doliczyć do 1200 PLN dodatkowy tysiąc (kurs zawiera w sobie 30h jazd).

Dodatkowe ubezpieczenie na czas kursu niech będzie 100 PLN.

Instalacja drugiego zestawu pedałów. Dziś kosztuje około 600 PLN (patrz oferty na Allegro) plus koszt instalacji. Od 100 do 300 PLN powinno się zamknąć.

Po takim kursie sprzedaje instalacje za 600 sąsiadowi i kurs mnie wynosi 100-300 za mechanika. 850 za paliwo. I 100 ubezpieczenie. Całkowity koszt 50h kursu praktycznego zamyka się kwotą max 1450 PLN za 50h jazd. Co więcej. Taki kurs mogę rozpocząć późnym latem, przejechać kilkanaście godzin jesienią i zimą a zakończyć na wiosnę. Cztery pory roku za kółkiem i później na egzamin (autem które dziecko ma wyczute i którym będzie pewnie później jeździć).

Oczywiście nie każdy nadaje się do tego aby szkolić swoje dziecko. Trzeba byłoby wprowadzić osobne oznaczenia takich aut oraz np ograniczenia co do dróg (np autostrady) i godzin (np pora nocna). Oraz ograniczenia dla Rodziców (np dla piratów drogowych, lub co do stażu za kółkiem). A jeżeli Rodzic nie byłby w stanie nauczyć dziecka (bo sam nie ma prawa jazdy albo czasu) - wówczas oddaje dziecko do Szkoły Jazdy i po problemie.

Edit:
Mam prawko od 2001 i przejechane jakieś 600k po różnych drogach. Czy lepszym instruktorem dla mojego Syna będzie instruktor z doświadczeniem zdawania "na śrubki w aucie"? Mój Tata miał w momencie robienia przeze mnie prawka około 30 lat praktyki kierowcy zawodowego (wszystkie kategorie poza czołgiem). I to On tak naprawdę uczył mnie już po kursie i zdanym egzaminie zachowania się na drodze.