konowalek.pl

Świat nie lubi próżni. Trochę się człowiekowi priorytety pozmieniały. Jesteśmy tuż po wyborach samorządowych 2018, pierwsze sesje nowych Rad zostały odbyte. W kilku przzypadkach musiałem zmienić tytuły moich znajomych w telefonie z imienia i nazwiska na Burmistrz, Wójt, Prezydent. Podczas kampanii dostałem propozycję startu z listy na której nie chciałem się znaleźć na długo przed regularną Kampanią, dlatego postanowiłem, że nie będę brał udziału w tym plebiscycie, który jest już z góry ustalony. Ale wpis nie o tym.

W lutym przestałem być regularnym organistą w miejscu w którym pracowałem od ośmiu lat. Wsiadłem na busa i ruszyłem na Europę. W lipcu zrobiłem uprawnienia kategorii C i po krótkim przysposobieniu na kraju pod okiem doświadczonego Szofera ruszyłem ponownie podbijać Europę. Z tym, że tam już nie ma co podbijać. Jeżeli patrzymy się na Europę w tych kategoriach, to tam przydałaby się szaleńcza szarża Husarii niż pokojowe pertraktowanie. Jednak sami chcieli - to mają.

Jazda ciężarówką ma to do siebie, że wszystko widać z góry. Jedziesz i widzisz zmęczonych ludzi który idą do swojej pracy. Wjeżdżasz na magazyn chwilę po zamknięciu firmy i czeka tam na Ciebie sześćdziesięcioletni Staruszek, który zakładał ten biznes. Widzisz na ścianie pracowników miesiąca a tam Ahmed, Abdullah i inne imiona nie do końca korespondujące z tym, co znamy chociażby z piłkarskiej reprezentacji Niemiec z lat 90-tych. Ale jeden staruszek został po godzinach. Po kilku minutach rozmowy przyznaje Ci się, że on z Dolnego Śląska i tu rodzice wyemigrowali, bo mieli niemieckobrzmiące nazwisko, choć Niemcami nigdy nie byli.

Co najdziwniejsze, im droższe auto tym ciężej rozróżnić gdzie zaczyna się twarz za przyciemnioną szybą. I w godzinach pracy pozostałych mieszkańców (Niemiec, Holandii, Austrii, Francji) podróżują sobie oni po kraju zwiedzając pobliskie atrakcje. Można ich również poznać po stylu jazdy - osoba mieszkająca tam od urodzenia nie wjeżdża Ci przed sam zderzak i nie hamuje.

Jednak praca za kółkiem choć w kwestii finansowej przybliża człowieka do warunków płacowych jakie mają ludzie na zachodzie. Choć okupione jest to ciągłą rozłąką z rodziną, nadmiernym obciążeniem linii telefonicznej i ciągłym niebezpieczeństwem jakie niesie ze sobą spanie w różnych dziwnych miejscach.

Znany wielu model kierowcy - pana i władcy drogi powoli odchodzi do lamusa. Tachografy cyfrowe, które miały ukrócić proceder jazdy ponad siły pozbawiły nas "wiatru we włosach", czyli tej osławionej wolności. Nie ważne, że jedziesz cztery godziny i czujesz się świetnie, droga pusta, wspaniała. Mija 4.30 i musisz stanąć na przysłowiowe 45 minut pauzy. Później jedziesz kolejne 4.30 i musisz stanąć na odpoczynek. I to ustawodawca mówi Ci ile masz odpoczywać. Z jednej strony jest to fajne, bo nie ma presji opasłego spedytora, który siedząc przy biurku i zajadając kabanosy wydaje Ci polecenia: "Panie Jarku, ciśniemy, bo tam czekają", ale z drugiej strony - co zrobić, gdy stajesz na 8.40 na kolejnym parkingu gdzie żyletki nie da się wcisnąć nie mówiąc o zaparkowaniu ciężarówki?

Jednak, nie odpuszczam muzyki, a zastrzyk finansowy jest mi potrzebny zarówno do spłaty starych zobowiązań jak i do tego, aby zrealizować swój autorski projekt. Podczas jazdy wiernie towarzyszy mi moja gitara która - gdy tylko to możliwe - rozbrzmiewa w klaustrofobicznej kabinie mojej ciężarówki. Mam nadzieję, że po uzyskaniu w grudniu papierów na "ogon" czyli kategorii C+E uda mi się przyspieszyć ten proces.

Tak czy inaczej, dużo się dzieje i jeszcze więcej będzie się działo :-) Zostańcie w Pokoju.